Monday, July 18, 2011

rp.pl

Google miał ambitne plany dotyczące książek elektronicznych, ale poniósł porażkę. Amerykański sąd odrzucił ugodę zawartą przez was z wydawcami i autorami, których książki początkowo skanowaliście bez pozwolenia. Uznał, że dałaby wam pozycję monopolisty. Wielu wydawców, także w Polsce, odetchnęło z ulgą.

Philippe Colombet: ByliÅ›my rozczarowani decyzjÄ… sÄ…du i analizujemy inne możliwoÅ›ci. Jednak od 2004 roku, gdy uruchomiliÅ›my projekt Google Books (serwis umożliwiajÄ…cy wyszukiwanie książek, przeglÄ…danie 20 proc. ich zawartoÅ›ci i ostatnio kupowanie – red.), rynek książek bardzo siÄ™ zmieniÅ‚, szczególnie w USA. MożliwoÅ›ci wydawców i sprzedawców sÄ… wiÄ™ksze, a Google jest tylko jednym z graczy. Tworzymy Google Books jako projekt dostÄ™pny w wielu jÄ™zykach i otwarty – ma zawierać nie tylko bestsellery, ale też wszystko, co zostaÅ‚o wydrukowane. W samym handlu e-bookami w USA pierwszy krok zrobiliÅ›my nie my, ale sprzedawcy, choćby Amazon.

Czy nie stało się tak właśnie z powodu problemów z ugodą?

To dwie osobne sprawy. Nasz pomysł na książki potrzebował m.in. wysokiej jakości połączeń internetowych i rozpowszechnienia smartfonów, e-czytników, tabletów. To nastąpiło i dziś nasza obecność na rynku e-booków ma więcej sensu. Od grudnia 2010 r. w USA działa Google eBooks umożliwiający zakup tytułów elektronicznych. Podpisaliśmy tam umowy z 4 tys. wydawców, rozwijamy współpracę z Amerykańskim Stowarzyszeniem Księgarzy i niezależnymi księgarniami. Pracujemy ciężko, by Google eBooks wkrótce pojawił się w Europie.

A co z pomysłem globalnej biblioteki, która umożliwi dostęp do intelektualnego dorobku ludzkości?

Wcielamy go w życie. Dotąd zeskanowaliśmy 15 mln książek. Czytelnicy w Europie mo- gą za pomocą Google Books czytać za darmo tytuły nieobjęte prawami autorskimi. To pomaga wielu badaczom i studentom. Książki zgromadziliśmy dzięki współpracy z 40 bibliotekami uniwersyteckimi i narodowymi, m.in. we Włoszech, Austrii i Holandii. Udostępniają nam tytuły, my je skanujemy i zwracamy im wraz z cyfrową wersją. W sprawie nowych tytułów kontaktujemy się z wydawcami. Nawiązaliśmy umowy z 30 tys. dużych i małych oficyn na świecie.

A w Polsce?

Naszymi partnerami są już m.in. WSiP, Wolters Kluwer i Bellona. To początek. Nadszedł czas, by zaproponować polskim wydawcom rozwiązania, dzięki którym ich książki łatwiej będzie znaleźć w wyszukiwarkach Google'a, a kiedyś także kupić na stronie wydawcy lub u polskich sprzedawców.

Mówi pan o przyszÅ‚oÅ›ci, tymczasem konkurencja nie Å›pi. Nasi wydawcy inwestujÄ… w aplikacje do czytania na urzÄ…dzeniach Apple'a, powstajÄ… polskie e-czytniki, ksiÄ™garnie online. MówiÄ…c wprost – zostajecie w tyle.

Jesteśmy firmą innowacyjną, staramy się więc wprowadzać zupełnie nowe rozwiązania, nowe podejście. Chcemy sprawić, by e-book był długowieczny. Raz zakupiona książka elektroniczna powinna być dostępna na różnych urządzeniach. Czytelnik nie powinien się martwić, jakiej technologii czy urządzenia będzie potrzebował za 20 lat, by ją przeczytać. Do czytania drukowanej książki nie trzeba przecież mieć okularów konkretnej marki.

Ma pan na myÅ›li „czytanie w chmurze", przechowywanie e-booków na serwerach, a nie w osobistym komputerze czy tablecie. Czy to znaczy, że ludzie już nie chcÄ… mieć książek na wÅ‚asność?

WierzÄ™, że najważniejszy jest dostÄ™p, bo bÄ™dziemy zmieniać urzÄ…dzenia i nie zapamiÄ™tamy, gdzie kiedyÅ› „poÅ‚ożyliÅ›my" swój e-book. Nasi użytkownicy trzymajÄ… wiÄ™kszość e-booków w chmurze, a tylko część Å›ciÄ…gajÄ… na wÅ‚asne urzÄ…dzenia. ChcÄ… czuć, że je posiadajÄ…. To naturalny instynkt.

Czy od książek elektronicznych oczekują czegoś innego niż od drukowanych?

E-book jest nie tylko cyfrową wersją książki papierowej, ale też daje nowe możliwości. Książki to obiekty społeczne. Ludzie chcą się dzielić tym, co czytają i co im się podoba. W Internecie ogromne znaczenie mają sugestie znajomych i opinie innych użytkowników oraz możliwość natychmiastowej wymiany.

I to wystarczy, by świat pokochał e-booki?

Zainteresowanie nimi będzie coraz większe. W USA stanowią już około 10 proc. rynku książki, a w tym roku wartość rynku e-booków ma wzrosnąć do miliarda dolarów. Co ciekawe, większość e-booków to po prostu transkrypcje książek drukowanych. Popularność książek wzbogaconych o multimedia rośnie tylko w niektórych sektorach.

Czy e-booki mogą skusić tych, którzy dotąd rzadko czytali?

Już roÅ›nie zainteresowanie literaturÄ… mÅ‚odzieżowÄ… i książkami fantasy – te gatunki sÄ… bardzo popularne wÅ›ród osób mÅ‚odych, urodzonych w Å›wiecie mediów cyfrowych. Ale decydujÄ…ce znaczenie ma Å‚atwość kupowania: to, że znajomy poleca mi książkÄ™, a już po paru klikniÄ™ciach i kilku minutach mam jÄ… przed oczami. E-booki sÄ… atrakcyjne dla podróżujÄ…cych i dojeżdżajÄ…cych do pracy. Wydawcy majÄ… szansÄ™ dotrzeć do posiadaczy smartfonów i tabletów, zadbać, by ich użytkownicy nie tylko sÅ‚uchali muzyki czy oglÄ…dali filmy, ale też czytali.

Podobno książki są bliżej niż kiedykolwiek, ale umiejętność czytania już nie wystarczy. Trzeba jeszcze opanować technologię.

Myślę, że niebawem e-czytanie nie będzie wymagało niczego poza włączeniem i wyłączeniem urządzenia. Swobodnie zanurzymy się w opowieści. Zresztą to już się dzieje. Gdyby nie łatwość obsługi, e-booki nie byłyby tak popularne za oceanem. Tam następuje masowa zmiana: przedstawiciele różnych pokoleń przekonują się, że e-czytanie jest wygodne i ekonomiczne.

Philippe Colombet (rocznik 1966) z francuskiego oddziaÅ‚u Google'a jest odpowiedzialny za rozwijanie w Europie Google Book Search – wyszukiwarki i serwisu umożliwiajÄ…cego znalezienie i przeglÄ…danie książek cyfrowych. W Polsce zajmuje siÄ™ m.in. współpracÄ… z krajowymi wydawnictwami i bibliotekami.

Source: http://www.rp.pl

No comments:

Post a Comment